Polski / B2
Złota kaczka
Dawno temu na warszawskim Starym Mieście żył młody uczeń szewca, Lutek. Był pogodny i pracowity, ale bieda nie opuszczała go ani na krok. Jego mistrz starannie odkładał każdy grosz, natomiast chłopak dostawał niewiele jedzenia i znoszone ubrania. Ziemniaki z rzadką zupą miały wystarczyć za posiłek, a stare rzeczy mistrza rozpadały się niemal w rękach.
Lutek słyszał, że powinien uzbroić się w cierpliwość, bo kiedyś będzie lepiej. Tylko kiedy? Mijały lata, a nic się nie zmieniało. Rozważał nawet ucieczkę do wojska. Może pojawi się nowy Napoleon, a on sam zostanie generałem? Na razie jednak nie odchodził.
Pewnego wieczoru poszedł do znajomego szewca, który niedawno ukończył naukę zawodu. Szycie butów dla wojska zapewniało mu niezłe utrzymanie. Przy jedzeniu i rozmowach goście zaczęli wspominać warszawskie legendy. Starszy szewc oznajmił, że w mieście łatwo zdobyć pieniądze i sławę, jeśli tylko ma się odwagę oraz trochę rozumu.
Zaciekawiony Lutek poprosił o wyjaśnienie. Dowiedział się o księżniczce zamienionej w złotą kaczkę, która przebywała w podziemiach starego zamku przy Ordynackiej. Można było ją znaleźć w noc świętojańską, pod koniec czerwca. Temu, kto do niej dotrze, miała wskazać drogę do wielkich skarbów.
Do wyznaczonej nocy pozostawały trzy dni. Kiedy wreszcie nadeszła, Lutek ruszył przez rozgrzaną, pełną spacerujących ludzi Warszawę. Dotarł do ulicy Tamka, skąd można było dostać się do zamkowych podziemi. W nisko położonych oknach nie było szyb, tylko kraty. Szczupły chłopak wspiął się po wystających cegłach i przecisnął między prętami.
W środku panowała ciemność. Lutek zapalił świecę i ruszył wąskim, krętym korytarzem, który prowadził coraz głębiej. Po mniej więcej kwadransie znalazł się w obszernej piwnicy z jeziorkiem pośrodku. Na wodzie rzeczywiście pływała złota kaczka.
Gdy ją przywołał, przemieniła się w piękną księżniczkę. Jej złote włosy sięgały ziemi. Zapytała, czego pragnie, a Lutek odpowiedział, że jest gotów wykonać jej polecenia.
— Możesz zdobyć bogactwo, jakiego nikt jeszcze nie posiadał — oznajmiła. — Najpierw jednak musisz dokładnie spełnić mój warunek.
Dała mu woreczek ze stoma dukatami, czyli złotymi monetami. Miał wydać je wszystkie następnego dnia, wyłącznie na własne potrzeby. Nie wolno mu było nikogo obdarować, choćby jednym groszem. Jeżeli wykona zadanie, otrzyma dostęp do ogromnych skarbów.
Lutek roześmiał się. Czy mogło być coś łatwiejszego niż jedzenie, picie i zabawa? Zgodził się bez wahania. Księżniczka zaśmiała się dziwnie i zniknęła. Dopiero wtedy chłopaka ogarnął strach. Wydostał się przez okno i pospieszył do domu.
Nazajutrz od rana zaczął realizować plan. Najpierw kupił nowe ubranie, kapelusz, płaszcz oraz laskę. Wyglądał jak bogaty pan i z zadowoleniem przechadzał się po mieście. Tyle że nadal miał prawie wszystkie pieniądze.
Około dziesiątej zgłodniał i wszedł do gospody. Zamówił kiełbasę, kaszankę, piwo i bułki. Najadł się tak, jakby posiłek miał mu wystarczyć na kilka dni. Tym większe było jego zdziwienie, gdy usłyszał cenę: dwa złote. Gospodarz dodał jeszcze, że przydałby się niewielki napiwek. Cały ten obfity posiłek kosztował tak mało! Jak wydać aż sto dukatów na jednego człowieka?
Chłopak postanowił urządzić sobie wycieczkę. Wynajął powóz z czterema końmi i pojechał do Wilanowa. Tam zapłacił dukata przy wejściu do parku, po czym spacerował po ogrodzie. Gdy wrócił do Warszawy, minęło już południe, a on wydał mniej niż pięć dukatów.
Zauważył na rogu plakat Teatru Narodowego i od razu znalazł kolejny pomysł. W teatrze nie był nigdy: dotąd nawet bilet za dwa złote był dla niego za drogi. Tym razem mógł sobie na niego pozwolić. Przedstawienie sprawiło mu ogromną przyjemność; śmiał się i bawił znakomicie.
Po wyjściu z teatru zorientował się, że jest późno, a czasu na wydanie pozostałego złota coraz mniej. Szedł ulicą, zastanawiając się, co jeszcze kupić, kiedy dostrzegł przygarbionego starca. Mężczyzna nie miał jednej ręki, a na piersi nosił wojskowe odznaczenia.
— Jestem starym żołnierzem — powiedział. — Walczyłem w wielu bitwach. Od dwóch dni nic nie jadłem. Pomóż mi.
Lutek sięgnął do kieszeni, wyjął złoto i podał je starcowi. Ten zaczął mu gorąco dziękować i życzyć szczęścia. Nagle błysnęło, rozległ się grzmot i przed chłopakiem stanęła księżniczka.
— Złamałeś obietnicę! Wydałeś pieniądze nie na siebie!
Zniknęła. Żołnierz jednak nadal stał obok.
— Nie złoto daje szczęście, lecz praca i zdrowie — powiedział. — Największą wartość mają pieniądze zarobione własnym wysiłkiem.
Lutek wrócił do domu w dobrym humorze. Rano nie miał już ani grosza. Z otrzymanych stu dukatów zużył na własne przyjemności około dziesięciu, a resztę oddał starcowi. Mimo utraty obiecanego skarbu od tej pory zaczęło mu się dobrze powodzić. Ukończył naukę zawodu, niedługo potem został mistrzem, ożenił się z dobrą, piękną dziewczyną i wychował dzieci. Żył długo, w zdrowiu i dostatku. O złotej kaczce słuch zaginął — a Lutek znalazł szczęście bez jej osobliwego warunku.
English summary · includes the ending
Lutek is a poor shoemaker's apprentice in Warsaw. He hears about a princess who has been changed into a golden duck. On a special June night, he finds her beneath an old castle. She gives him a hundred gold coins and promises a great treasure if he spends them all the next day. However, he must spend everything on himself and give nothing away.
Lutek buys clothes, eats a large meal, takes a carriage trip and visits the theatre. Spending so much money proves surprisingly difficult. Late in the evening, he meets an old soldier who has lost an arm and has not eaten for two days. Lutek gives him the remaining gold.
The princess appears and says that he has broken his promise. The soldier tells Lutek that work and health bring happiness. Lutek goes home content. He later becomes a master shoemaker, marries, raises children and enjoys a long, comfortable life without the promised treasure.
Adapted for Lejrbår from the credited source.
Read the source